Maks walczy o życie. Dramat młodego studenta i jego rodziny

Jedna diagnoza potrafi w jednej chwili zburzyć cały dotychczasowy świat. Dla rodziny Maksa taka chwila nadeszła 31 października, późnym wieczorem. To wtedy okazało się, że niespełna 21-letni, aktywny i ambitny młody człowiek zmaga się z guzem mózgu zlokalizowanym w IV komorze – jednym z najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych miejsc.
Objawy, których nikt nie chciał widzieć
Przez blisko półtora miesiąca Maks uskarżał się na silne bóle głowy oraz uporczywe wymioty. Jego mama szukała pomocy wszędzie, gdzie tylko było to możliwe. Kolejne wizyty, telefony i prośby o pogłębioną diagnostykę nie przynosiły efektu. Objawy były bagatelizowane, a młody wiek pacjenta najwyraźniej działał uspokajająco na lekarzy.
Z powodu wymiotów wykonano gastroskopię. Na wizytę u neurologa wyznaczono termin dopiero na 10 grudnia – mimo że zapisy nastąpiły już w połowie września. Tymczasem stan Maksa stopniowo się pogarszał.
Noc, która zmieniła wszystko
31 października, około godziny 23.00, gdy stan zdrowia syna gwałtownie się pogorszył, rodzina udała się na nocną opiekę medyczną. Stamtąd Maks został skierowany na izbę przyjęć. Wykonana tomografia komputerowa głowy ujawniła dramatyczną prawdę: ogromny guz mózgu oraz zagrażające życiu wodogłowie. To one były przyczyną wszystkich dotychczasowych objawów.
– Świat rozpadł się na kawałki – wspomina mama Maksa. – Nie przypuszczaliśmy, że właśnie zaczyna się nasz największy koszmar, który trwa do dziś.
Walka na bloku operacyjnym
Maks został natychmiast przyjęty do szpitala. Ze względu na wodogłowie konieczna była pilna operacja usunięcia guza, którą przeprowadzono 5 listopada. Początkowo wszystko wskazywało na to, że zabieg się udał, a stan pacjenta stabilizuje się.
Niestety 18 listopada nastąpiło gwałtowne pogorszenie. Konieczna była kolejna operacja – tomografia wykazała krwawienie i obecność krwiaka w mózgu. Wkrótce pojawiła się wysoka gorączka. Badania potwierdziły zakażenie gronkowcem.
Po długiej i trudnej walce z infekcją, dobraniu odpowiednich antybiotyków i ustabilizowaniu stanu zdrowia, 8 grudnia lekarzom udało się przeprowadzić operację założenia zastawki.
Urodziny w cieniu tragedii
13 grudnia Maks skończył 21 lat. W szpitalnej sali pojawili się przyjaciele, był tort i życzenia. Przez chwilę wydawało się, że to moment wytchnienia i nadziei. Dzień później rozegrał się jednak kolejny dramat.
Maks dostał bardzo wysokiej gorączki – sięgającej 41 stopni. Diagnoza była jednoznaczna: wstrząs septyczny i sepsa. Każda minuta stała się walką o jego życie.
Życie po sepsie
Po trzech operacjach i miesiącach dramatycznej walki Maks nie przypomina już siebie sprzed choroby. Obecnie nie mówi, nie chodzi i nie porusza się samodzielnie. Ma niedowład prawej strony ciała oraz cechy zespołu zamknięcia – jest w pełni świadomy, słyszy i rozumie, co dzieje się wokół, ale pozostaje „więźniem własnego ciała”.
Jest karmiony przez PEG bezpośrednio do żołądka, a także ma założoną cystostomię, czyli cewnik wprowadzony przez powłoki brzuszne.
Jeszcze niedawno pełen życia
Jeszcze kilka miesięcy temu Maks był zdrowym, silnym i niezwykle aktywnym młodym mężczyzną. Studiował marketing i sprzedaż, otrzymywał stypendium, pracował na umowę zlecenie. Sport był jego pasją – był ratownikiem wodnym, trenował kalistenikę, regularnie chodził na siłownię, wspinał się na ściankach, zdobywał górskie szczyty, często nocą, by zobaczyć wschód słońca.
Kochał zwierzęta, zawsze pomagał słabszym. Był lubiany, ambitny i pracowity. Dziś walczy o odzyskanie podstawowych funkcji życiowych.
Przed nimi długa i kosztowna droga
Rodzina nie ma złudzeń – proces leczenia i rehabilitacji będzie długi i bardzo kosztowny. Konieczna jest intensywna rehabilitacja fizjoterapeutyczna, neurologopedyczna, pobyty w specjalistycznych ośrodkach oraz dostosowanie mieszkania do potrzeb osoby z niepełnosprawnością.
Z dostępnych informacji wynika, że koszt jednego prywatnego turnusu rehabilitacyjnego może sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych. Gdy stan Maksa na to pozwoli, rodzina będzie szukać dalszych możliwości leczenia, również poza granicami kraju, ponieważ możliwości oferowane w ramach NFZ są ograniczone.
Walka z czasem i nadzieją
– Ta choroba wywróciła nasze życie do góry nogami – przyznaje mama Maksa. – Dziś najważniejsze jest jedno: żeby syn mógł wyjść ze szpitala. Żeby znów się ruszał, mówił, żeby wracał do dawnego siebie. Dopiero potem będziemy mogli walczyć dalej.
Rodzina ma jednak świadomość, że czas działa na ich niekorzyść. Każdy dzień bez intensywnej rehabilitacji to strata, której nie da się już cofnąć. Dlatego dziś liczy się każda pomoc i każda złotówka, która może przybliżyć Maksa do odzyskania sprawności i życia, jakie miał jeszcze tak niedawno.
Zbiórkę na leczenie i rehabilitację, pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym wesprzesz TUTAJ.

























Komentarze (0)
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany