O krok od tragedii w Wodzisławiu Śląskim. Samochód uderzył w pociąg, nietrzeźwy kierowca zbiegł z miejsca zdarzenia

Czwartkowy poranek na torach w Wodzisławiu Śląskim mógł zakończyć się fatalnie. Na niestrzeżonym przejeździe kolejowym przy ulicy Tęczowej doszło do zderzenia samochodu osobowego z pociągiem pasażerskim. Rozbity pojazd porzucono przy torowisku, a sam sprawca zniknął. To zainicjowało pilną akcję poszukiwawczą, w której planowano użyć drona. Finał sprawy ujawnił niepokojące tło całego zajścia.
Tajemnicze uderzenie w skład pasażerski
Zgłoszenie, które wpłynęło do Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej o godzinie 5:49, brzmiało bardzo niepokojąco. Obsługa pociągu relacji Chałupki–Katowice poinformowała o uderzeniu „niewiadomego pochodzenia” w zewnętrzną część składu podczas pokonywania przejazdu kolejowego w rejonie ulicy Tęczowej w Wodzisławiu Śląskim.
Charakter zgłoszenia oraz miejsce zdarzenia od razu nasunęły dyspozytorom podejrzenie, że doszło do zderzenia z pojazdem drogowym. Biorąc pod uwagę potencjalną skalę zagrożenia, na miejsce natychmiast zadysponowano znaczne siły ratunkowe: dwa zastępy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej z Wodzisławia Śląskiego oraz zastęp Ochotniczej Straży Pożarnej z pobliskiej Turzyczki. Równolegle wstrzymano ruch pociągów na tym odcinku, co spowodowało poranne utrudnienia na trasie w kierunku Katowic.
Widmo tragedii i poszukiwania kierowcy
Pierwsze zastępy, które dotarły na miejsce, szybko potwierdziły najgorsze przypuszczenia: doszło do kolizji samochodu osobowego ze składem szynowym. Uwagę ratowników natychmiast zwrócił jednak fakt, że w poważnie uszkodzonym pojeździe, znajdującym się w bliskim sąsiedztwie torowiska, nie było kierowcy. Nikogo nie odnaleziono również w bezpośrednim otoczeniu wraku.
Dla służb ratunkowych była to sytuacja alarmowa. Zderzenie z pociągiem wiąże się z ogromnymi siłami fizycznymi. Istniało wysoce prawdopodobne ryzyko, że kierowca doznał poważnych obrażeń wewnętrznych, a w wyniku szoku pourazowego oddalił się w pobliskie zarośla, gdzie mogło grozić mu utrata przytomności, a nawet śmierć.
Strażacy niezwłocznie przystąpili do przeczesywania terenu wokół przejazdu. Ze względu na wczesną porę i rozległy teren, do działań zadysponowano specjalistyczny wóz strażacki wyposażony w bezzałogowy statek powietrzny (dron) z kamerą termowizyjną, który miał pomóc w zlokalizowaniu ofiary z powietrza.
Zatrzymanie i promile we krwi
Technologia ostatecznie nie musiała wkroczyć do akcji. Zanim dron wzbił się w powietrze, funkcjonariuszom Policji, którzy równolegle prowadzili własne czynności operacyjne, udało się namierzyć zbiega poza miejscem kolizji.
Zatrzymanym okazał się 48-letni mężczyzna. Stan, w jakim się znajdował, szybko rzucił światło na powody jego ucieczki. Badanie trzeźwości wykazało w jego organizmie około jednego promila alkoholu. Zgodnie z procedurami w takich przypadkach, mężczyźnie pobrano również krew do dalszych, szczegółowych badań laboratoryjnych, które posłużą jako niepodważalny dowód w postępowaniu karnym.
Na szczęście, jak potwierdziły służby, żaden z pasażerów oraz członków obsługi pociągu relacji Chałupki–Katowice nie odniósł obrażeń. Po dokładnym zabezpieczeniu miejsca zdarzenia i oględzinach składu przez komisję wypadkową, ruch na trasie został wznowiony.
Surowe konsekwencje nieodpowiedzialności
48-latka czekają teraz poważne konsekwencje prawne i finansowe. Za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości grozi kara pozbawienia wolności, wysoka grzywna oraz wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów. To jednak nie wszystko. Ucieczka z miejsca zdarzenia, w połączeniu z jazdą pod wpływem alkoholu, sprawia, że standardowa polisa OC nie ochroni sprawcy. Ubezpieczyciel pokryje koszty naprawy uszkodzonego pociągu i ewentualnych opóźnień, ale na mocy tzw. regresu ubezpieczeniowego, zażąda zwrotu całości tej kwoty od kierowcy. W przypadku sprzętu kolejowego mogą to być sumy idące w dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych.
Niestrzeżone przejazdy: margines błędu nie istnieje
Zdarzenie z ulicy Tęczowej to kolejne poważne ostrzeżenie dla kierowców. Niestrzeżone przejazdy kolejowe (kategorii D), pozbawione zapór i sygnalizacji świetlnej, to miejsca, w których bezpieczeństwo zależy wyłącznie od rozwagi kierującego pojazdem.
Zderzenie z pociągiem zawsze jest nierówną walką. Skład pasażerski waży kilkaset ton, a jego droga hamowania – nawet przy wdrożeniu hamowania nagłego – może wynosić od kilkuset metrów do ponad kilometra. Maszynista nie ma fizycznej możliwości zatrzymania pociągu przed przeszkodą, która nagle pojawi się na torach. W takich miejscach bezwzględne zatrzymanie się przed znakiem "STOP" i upewnienie się, że nic nie nadjeżdża z obu kierunków, nie jest tylko przepisem drogowym – jest jedyną gwarancją przeżycia.

























Komentarze (0)
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany